Śmierć jest stałym elementem naszego bytu. W naszej kulturze często jeszcze stanowi temat tabu. Odchodzących albo zaskakuje, albo uwalnia od cierpień. Zawsze stanowi cierpienie dla bliskich zwykle nieoswojonych z wizją śmierci. W jej wyniku rodziny często zmagają się z depresją, bo nie zapoznały się z testamentem życia (Five Wishes) umierającego, bo nie skorzystano z medycyny paliatywnej (oderwanej od opieki hospicyjnej)... Tragizujemy mimo, że śmierć, koniec ziemskiej egzystencji, jest nieuchronnym etapem naszego życia, że w wielu religiach jest początkiem nowego życia... Tanatoterapia, dla nas obca, zajmuje się przygotowywaniem do śmierci i wspieraniem rodzin w żałobie. Wypieramy świadomość śmierci poza nasz umysł, koncentrujemy się na dobrach materialnych.
Cytat: "Jeśli przez całe życie boimy się śmierci i unikamy myślenia o niej, to gdy w końcu się z nią spotykamy, cierpimy bardziej, niż to potrzebne – i my sami, i nasi bliscy. Zapominamy o oswajaniu procesu umierania, które nasi przodkowie praktykowali przez tysiąclecia i które dziś ułatwiają nam osiągnięcia nowoczesnej psychologii. Dobra śmierć – taka, którą przyjmujemy z uśmiechem – nie jest wcale czymś nieosiągalnym." Ten przydługi, pseudofilozoficzny wstęp jest efektem mojego podejścia do zjawiska śmierci, która, z racji mojego starzenia się i pogarszającego stanu zdrowia, jest mi coraz bliższa. W szeroko pojętej Rodzinie naszej, tematyka nie jest popularna. Fakty, wiedzę o stanach chorobowych, agonalnych, cierpieniu, czasem o samej śmierci ograniczamy do bezpośredniego otoczenia, do wąskiego grona najbliższych. To, według mnie nie w porządku, to zjawisko męczeńskie, cierpiętnicze, niczym nie uzasadnione. Jeśli staramy się być razem w święta, jubileusze, narodziny i cieszyć się szczęśliwymi wydarzeniami w życiu członków rodziny, to choroby, cierpienia, śmierć jest też integralnym etapem życia. To misterium, prawo natury, dążenie do równowagi. Należałoby uznać prawo wszystkich członków naszej Rodziny do świadomości o ich występowaniu. Inaczej bardzo szkodzimy kolejnym pokoleniom, fałszując obraz życia.
"Co raz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
wokoło lecą szmaty zapalone.
Gorejąc nie wiesz, czy stawasz się wolnym?
Czy to co twoje ma być zatracone?
Czy popiół tylko zostanie i zamęt.
Co idzie w przepaść, zburzą czy zostanie?
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie..." (x2) (C.K. Norwid - Tyrtej)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz